Gruba warstwa popiołu z erupcji wulkanu Mayon na Filipinach zatrzymała pojazdy w co najmniej dwóch miastach, głównie ze względu na słabą widzialność, a góra wyrzuca coraz więcej lawy i kolumny popiołu ze swojego krateru – donosi Associated Press.

Filipiński Instytut Sejsmologiczny i Wulkanologiczny poinformował, że jedna z erupcji lawy, do jakiej doszło w poniedziałek wieczorem, trwała ponad półtorej godziny. Ponadto Mayon wyrzucił chmurę popiołu, która osiągnęła wysokość 1,5 kilometra nad kraterem i spowodowała opady popiołu w miastach Camalig i Guinobatan.

Władze wezwały mieszkańców do pozostania w pomieszczeniach zamkniętych ze względu na wysokie ryzyko podrażnień skóry i innych problemów zdrowotnych oraz natychmiastowego usuwania pyłu wulkanicznego z dachów i samochodów – powiedział Claudio Yucot, dyrektor regionalny Obrony Cywilnej.

Mayon w północno-wschodniej prowincji Albay wybucha od ponad dwóch tygodni, zmuszając ponad 84 tys. mieszkańców do ucieczki do zatłoczonych schronisk. Za to turyści, którzy masowo przybywają do Albay, również z zagranicy, są zachwyceni widokami czerwonych fontann lawowych oraz olbrzymimi pióropuszami popiołu, który pogrążył okoliczne miejscowości w zupełnych ciemnościach. Mayon pozostaje na poziomie czwartym w pięciostopniowej skali, co świadczy o tym, że gwałtowniejsza erupcja jest nieuchronna.

Naukowcy ostrzegają, że pomimo wielokrotnych erupcji lawy, magma stwarza olbrzymie ciśnienie od dołu, co może doprowadzić do katastrofalnego wybuchu. Ostatnie eksplozje nie spowodowały żadnych obrażeń, a władze starają się powstrzymywać ludzi od zbliżania do niebezpiecznej strefy rozciągającej się w promieniu ośmiu kilometrów od wulkanu. Jednocześnie obawiają się, że erupcja może trwać miesiące, zakłócając codzienne życie tysiącom ludzi w cieniu Mayona.

Przywódcy prowincji poinformowali prezydenta Rodrigo Duterte, który odwiedził w poniedziałek Albaya, że fundusze katastrofy są już na wyczerpaniu i potrzeba dodatkowych środków, by zapewnić byt poszkodowanym.

30.01.2018 16:28