Prowincja Sisaket w Tajlandii została zaatakowana przez trzy tysiące makaków. Z powodu ich zaskakujących „najazdów” ucierpiały już dwie wioski i buddyjski klasztor – donosi China Morning Post.

Mieszkańcy zostali zmuszeni do całkowitego zamknięcia okien i drzwi swoich domów, ale uporczywe małpy nadal dostają się do budynków przez kratki wentylacyjne. Rozrzucają ubrania z szafek, kradną jedzenie z lodówek i powodują olbrzymie zniszczenia na polach uprawnych, pozostawiając ludzi bez plonów.

Wiele kłopotów i problemów mają zwierzęta i mnisi w buddyjskim klasztorze. Mnisi próbowali nakarmić makaki, które przynieśli jako darowizny, ale tym ciągle było mało, a ich zachowanie pozostawało skandaliczne.

Jak poinformowały tajskie media, mieszkańcy uznają żywiące się krabami makaki za atrakcję turystyczną, dlatego odnoszą się do nich tolerancyjnie. Jednak w ostatnich latach, ze względu na gwałtowny wzrost populacji, naczelnym brakuje pożywienia i z tego powodu coraz częściej na domy i pola uprawne. Teraz mieszkańcy są zmuszeni do odwołania się do władz z prośbą o dalsze ograniczenie wzrostu populacji.

28.01.2018 21:18