Wtorkowe trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,9 stopnia w skali Richtera, które nawiedziło Zatokę Alaska spowodowało wibracje w ziemi, z powodu których nastąpił wzrost, a następnie spadek poziomu wody w studniach na Florydzie, tysiące kilometrów od epicentrum – donosi weather.com.

Czujniki w pobliżu Fort Lauderdale i Madison, przy granicy ze stanem Georgia, wykazały niewielką zmianę w poziomach wody po trzęsieniu ziemi – poinformował Amerykański Serwis Geologiczny (USGS).

Poziom wody wzrósł z 14 do 14,5 metra odnotowano w pobliżu Madison, zanim wrócił do normy Przy studni niedaleko Fort Lauderdale poziom wody obniżył się o 1,4 metra.

Dlaczego więc poziom wody w tych studniach spadł, mimo, że były oddalone o ponad 6 tysięcy kilometrów od źródła trzęsienia? Według geologów z USGS wibracje, które poruszają się w ziemi, nazywane falami sejsmicznymi, przyczyniły się do wystąpienia tego zjawiska. Fale sejsmiczne z alaskiego trzęsienia ziemi były we wtorek odnotowane niemal przez wszystkie sejsmografy używane do wykrywania wstrząsów tektonicznych na Ziemi.

@USGS

„Poziom wody w studniach reaguje na zmiany sejsmiczne, które przyczyniają się wzrostu lub kurczenie się warstwy wodonośnej przez odwiert, co z kolei powoduje skokowe lub oscylacyjne zmiany ciśnienia płynu” – podaje USGS. Zmiany w poziomie wód gruntowych są często postrzegane setki, a nawet tysiące kilometrów od epicentrum trzęsień ziemi.

Po wstrząsach o magnitudzie 8,5 stopnia w skali Richtera w rejonie Alaski w 1964 r. zaobserwowano zmiany poziomu wody w 716 otworach w Stanach Zjednoczonych. Czasami wahania te mogą okazać się ekstremalne. W 1998 trzęsienie ziemi o sile 5,2 stopnia, które nawiedziło Pensylwanię, spowodowało całkowite wyschnięcie 120 studni i to na trzy miesiące. Trzęsienie ziemi w Denali na Alasce cztery lata później sprawiło, że woda w studniach w Wisconsin podniosła się o 60 cm.

25.01.2018 12:11