Mieszkańcy Tasmanii nie mogli uwierzyć własnym oczom, gdy ujrzeli za okno i zobaczyli zupełnie zimowe krajobrazy w samym środku lata. Jednak przyczyna tych krajobrazów jest bardzo zaskakująca.

Potężne burze przetoczyły się w sobotę przez południe części tego australijskiego stanu. Padający z nieba grad i towarzyszący mu spektakl piorunów pokrył drogi grubą kilkudziesięciocentymetrową warstwą lodu, przez co doszło do wypadków.

Zjawisko, z powodu którego Tasmańczycy zmuszeni byli wyjąć zimowe ubrania schowane głęboko w szafkach mimo panującego środka lata – zostało opisane przez Australijskie Biuro Meteorologiczne (BOM) jako „bardzo nietypowe”.
„Nie sądzę, byśmy doświadczali tego bardzo często, ale jak wiadomo, w niektórych miejscach śnieg spadł przed Bożym Narodzeniem, zaś kilka lat temu o tej porze było 37 i 38 stopni, więc pogoda potrafi się tu często zmieniać – oświadczyła ABC News Debbie Tabor z BOM.

Seria burz przetoczyła się przez wschodnią część stanu towarzyszyły im opadu gradu m.in. w takich miejscach jak Orford na południowo-wschodnim wybrzeżu Tasmanii. Tymczasem wyższe szczyty stanu zostały pokryte białym puchem – po raz pierwszy w styczniu od ponad 35 lat.

Temperatura w stolicy stanu, Hobar, osiągnęła tylko szczyt 15,8 stopnia. Zaledwie sześć dni temu Tasmańczycy zmagali się z pożarami i rekordową falą upałów – w Hobar słupek rtęci pokazywał 36 stopni.

14.01.2018 02:41