Pożary buszu w Australii zniszczyły budynki i stwarzały poważne zagrożenie dla życia w sobotę, gdy fala upałów w trzech stanach przyniosła temperatury wystarczające do stopienia asfaltu na autostradzie – donosi Reuters.

Gwałtowny pozostający poza kontrolą pożar strawił kilka budynków na obrzeżach Melbourne, drugiego co do wielkości miasta w kraju i stolicy południowo-wschodniego stanu Wiktoria. Komisarz ds. zarządzania kryzysowego w stanie Craig Lapsley, powiedział, że wysokie temperatury miały związek z suchą pogodą, silnym wiatrem i zmianą jego kierunku, co stworzyło niebezpieczne warunki.

„Dzieje się dokładnie to, na co wskazywały prognozy. Kiedy mamy szalejące pożary, stanowią dla nas ogromny problem” – oświadczył Lapsley na konferencji prasowej.

W sobotę tylko w Wiktorii szalało 50 pożarów, większość z nich była niewielka i szybko ugaszono, a 400 domów zostało pozbawionych prądu. Ostrzeżenia o zagrożeniu wydano zarówno dla Wiktorii, jak i w pobliskim stanie Australii Południowej, gdzie władze doradzały mieszkańcom obszarów wiejskich do poszukiwania schronienia w budynkach przed ogniem. Eksperci uważają, że taki ruch jest bezpieczniejszy niż ryzykowanie uwięzienia na otwartej przestrzeni, jeśli ogień nagle zmieni kierunek.

Strażacy i leśnicy wprowadzili od północy całkowity zakaz rozpalania ognia na wolnym powietrzu, ponieważ w Wiktorii, Australii Południowej i Tasmanii temperatury mogą przekroczyć nawet 40 stopni. Upał było wystarczająco silny, aby stopić asfalt na 10-kilometrowym odcinku autostrady w Wiktorii – podał krajowy nadawca ABC News.

Australia ma skłonność do występowania śmiertelnych pożarów, dzięki połączeniu odległego terenu, wysokich letnich temperatur i łatwopalnego krzewu eukaliptusowego. W 2009 roku najtragiczniejsze pożary buszu zniszczyły tysiące domów w Victorii, zabiły 173 osoby, a 414 zostało rannych w dniu, którym media nazywały „Czarną sobotą”.

06.01.2018 11:10