Przed i po uderzeniu Hildy @AAP

Pierwszy w tym roku cyklon uderzył w czwartek w północne wybrzeże Australii Zachodniej, osłabł, ale i tak pozostawił za sobą szlak zniszczenia – donosy Australian Associated Press.

W czwartek Hilda, cyklon pierwszej kategorii, został obniżony do depresji tropikalnej, ale w dalszym ciągu oczekuje się, że przyniesie silny wiatr oraz gwałtowne powodzie.
Drzewa były wyrywane z korzeniami, niektóre ulice znalazły się pod wodą, a sztorm wyrzucił łodzie w głąb wybrzeża. Ssilny wiatr o prędkości 120 km/h pozrywał linie energetyczne, a mieszkańcy uciekali do domów.
.
Cyklon powstał u wybrzeży północnego Broome nocą z wtorku na środę, zanim ruszył w kierunku południowo-zachodnim. Mieszkańcy i turyści zamiast cieszyć się słońcem zostanie zmuszeni do poszukiwania schronów, gwałtowne burze i towarzyszący im silny wiatr dał się we znaki w nadmorskim mieście.

Sierżantka Jennifer Boyle oświadczyła, że wielu mieszkańców ostatniej nocy nie zmrużyło oka, gdy cyklon uderzył.
„Kiedy dotarł do nas front burzowy, czułam, jakby był zdecydowanie bardziej intensywny, niż przewidywano” – powiedziała. „Dziś rano miasto wyglądało jak po wojnie. Wszędzie było pełno gruzu, gałęzi i liści, a kilka dużych drzew runęło na ulice” – dodała.

Z kolei Judy Brittain, mieszkaniec Broome, twierdzi, że z powodu burzy pojawiło się więcej węży. „Widziałem kilka drzewnych węży, na szczęście nie były to słynne brązowe króle, ale sądzę, że węże też były w ruchu” – podkreśla.

Tymczasem meteorolodzy twierdzą, że niebezpieczeństwo minęło, a na obszarach między Wallal a Bidyadanga opady i wiatr zaczną słabnąć. Nie ma na szczęście informacji, by ktokolwiek ucierpiał wskutek żywiołu.

28.12.2017 21:16