Australijka Tiarna Thompson wymarzyła sobie wesele na Bali, ale była jedna rzecz, o której nawet nie pomyślała: niebezpieczny wulkan przygotowujący się do pierwszej poważnej erupcji od pół wieku.
„Wywrócił całe nasze życie do góry nogami”
24-latka i jej narzeczony Justin zdali sobie sprawę, że ich plany wznosiły się wraz z dymem, kiedy wulkan Agung zaczął wypluwać popiół i opary, które zmusiły do odwołania setek lotów z i na rajską wyspę.
„To zabawne, jak wulkan może po prostu zmienić nasze plany i wywrócić całe nasze życie do góry nogami, tak po prostu” – powiedziała Thompson ze domu w pobliżu Brisbane. Para, która w tym tygodniu miała powiedzieć sobie „tak” w tym malowniczym tropikalnym raju, zmuszona była pośpiesznie przenieść zaślubiny do Tajlandii. „Wulkan miał 50 lat i musiał to zrobić akurat w dniu naszego ślubu” – żartowała, odnosząc się do ostatniej poważnej erupcji Agunga w 1963 roku, która zabiła około 1600 osób oraz zniszczyła wsie położone w stóp wulkanu.
Katastrofa turystyczna
Budzący się do życia wulkan uderzył w dochodowy przemysł turystyczny Bali i jego gospodarkę. Turyści zaczęli masowo uciekać z wyspy, skracając swoje wakacje, inni z kolei odwoływali zarezerwowane wcześniej hotele. Minister ds. Turystyki w Indonezji, Arief Yahya, ostrzegł w tym tygodniu, że Bali może stracić nawet 9 bilionów rupii (665 milionów dolarów) z dochodów odwiedzających, jeśli aktywność Agunga nie skończy się przed końcem roku. Miliony ludzi corocznie odwiedza zdominowany przez Hindusów tropikalny ośrodek wypoczynkowy, wraz z parami, które zawierają związek małżeński na pięknych plażach i zaciszach klifów, które oferują przepiękny widok na ocean. Inni chcą jeszcze bardziej zbliżyć się do wód pełnych kolorowych ryb i koralowców.
„Z powodu wulkanu mamy ogromne straty” = powiedział Ni Komang Astiti, który pracuje w firmie Dune Atlantis na południowym wschodzie wyspy. „Mieliśmy wiele odwołań, ponieważ goście nie chcą lecieć na Bali” – dodaje.
Sparaliżowane lotnisko
Główne międzynarodowe lotnisko na Bali zostało od poniedziałku całkowicie zamknięte z powodu obecności popiołu wulkanicznego w powietrzu. Aż 120 tys. osób nerwowo w porcie oczekiwało na poprawę, ale pierwsze samoloty mogły wystartować dopiero w środę po południu, gdy wiatr zmienił kierunek i skierował chmurę dymu w przeciwną stronę. „O ile mamy zwykle nowych 20 gości dziennie, teraz ta liczba ograniczyła się do zaledwie dwóch” – powiedział Astiti.
„Martwimy się. Jeśli nie ma gości, co powinniśmy zrobić? Jesteśmy zależni od branży turystycznej” – zaznacza.
Z kolei wulkanolodzy ostrzegają, że góra, która w ostatnich dniach popisała się serią miniaturowych erupcji, może wygenerować jeszcze potężniejszy wybuch. Ten może stanowić niebezpieczeństwo dla wszystkich przebywających na Bali. „Nic nie możemy zrobić – możemy tylko czekać, aż góra ucichnie” – powiedział I Ketut Ardana, szef stowarzyszenia turystycznego Bali, który oszacował, że tylko trzy dni zamknięcia lotniska kosztowały wyspę bilionową rupię. „To katastrofa naturalna, więc nie mamy na nią żadnego wpływu” – dodaje.
Dramat mieszkańców
Cierpi jednak nie tylko sektor turystyczny. Dziesiątki tysięcy balijskich rolników żyjących w małych wioskach, u stóp wulkanu, od września przybywa w ośrodkach ewakuacyjnych. Wielu narzeka na utratę pracy, inni mimo zakazu wracają do strefy zagrożenia, by zając się cennymi zwierzętami hodowlanymi, które stanowią ich jedyne źródło dochodu.
Lokalne media podały, że niektórzy pozbawieni skrupułów nabywcy przekazali błędne informacje na temat aktywności Agunga, więc niczego nie podejrzewający rolnicy sprzedadzą bydło po obniżonych cenach. Urzędnicy starają się przekonać mieszkańców wsi, aby nie wracali do swoich domów, ponieważ zachęcają także zagranicznych poszukiwaczy mocnych wrażeń, chcących zobaczyć wulkan w zbliżeniu.

02.12.2017 12:34