Władze Indonezji otworzyły w środę po południu lotnisko na wakacyjnej wyspie Bali, ale aktywny wulkan Agung wciąż wypluwa popiół, który w ostatnich dniach przyczyniał się do zamknięcia przestrzeni powietrznej oraz zmusza władze do przyspieszenia działań ewakuacyjnych – donosi Reuters.

Nad kraterem Agunga unosi się wielka smuga białego i szarego popiołu oraz dymu, po nocnych opadach, które częściowo zasłoniły ognisty blask widoczny powyżej szczytu w ciągu ostatnich kilku dni.

Prezydent Joko Widodo zwrócił się do mieszkających w zagrożonym obszarze wokół Agung o poszukiwanie schronienia w centrach kryzysowych, gdy wiatr, który przenosi chmurę popiołu na południowy-zachód przez wyspę w środę przed południem po raz kolejny zatrzymał loty. Jednak po południu sytuacja poprawiła się na tyle, że można było wznowić funkcjonowanie lotniska, choć wcześniej władze władze lokalne poinformowały, że drugi co do wielkości port lotniczy na Bali będzie zamknięte do czwartku do godz. 07:00 rano – podało Ministerstwo Transportu w oświadczeniu.

Wielu zdezorientowanych chińskich turystów było zdenerwowanych trudną sytuacją.
„Wszyscy Chińczycy tutaj czują się (są) niebezpieczni (z powodu) góry” – powiedział Richard Cao. „Jak wiecie w Chinach nie mamy takiej góry i po raz pierwszy stanęliśmy przed tego rodzaju problemem” – dodaje.

Kolejny oświadczył, że od poniedziałku nikt z koczujących pasażerów nie otrzymał wszelkich pomocy w wysiłkach zmierzających do wyjazdu z wyspy. Kazano wynająć prom na sąsiednią wyspę – Jawę i odlecieć do Surabaya.

„Biuro podróży pozostawiło nas na lodzie” – powiedział pasażer, który odmówił identyfikacji. „Powiedzieli nam, że musimy udać się do Surabaya, ale nie mogli nawet zarezerwować biletu, więc dlaczego mielibyśmy tam się udać?”.
Przedstawiciele chińskiego konsulatu na Bali spotkali się we wtorek z organizatorami wycieczek, by zmusić ich do pomocy pozostawionych samym sobie turystom, których jednak wcześniej ostrzegano przed ryzykiem utknięcia.

Jak podaje Reuters, we wtorek z powodu chmury popiołu zdecydowano o zawieszeniu 443 lotów krajowych i międzynarodowych. Zamknięte lotnisko znajduje się 60 kilometrów od wulkanu.
Służby zorganizowały dziesięć alternatywnych portów lotniczych na przyjęcie odlatujących i przylatujących samolotów. Wielu turystów na międzynarodowym lotnisku I Gusti Ngurah Rai wydawało się zrelaksowanych i nie przejmowało sytuacją.

„Wszystko jest w porządku, jesteśmy na Bali, nie możemy narzekać” – powiedziała australijska turystka Lisa White. „To co prawda denerwujące, ale są gorsze rzeczy, które mogą się zdarzyć” – dodaje.

Górae Agung na wschodzie Bali osiąga wysokość ponad 3 000 metrów. Jego ostatnia poważna erupcja w 1963 roku zabiła ponad 1000 osób i zniszczyła kilka wiosek położonych u stóp wulkanu.

Na południe od krateru popiół wulkaniczny pokrył samochody, dachy i drogi. Dzieci noszą maski, udając się do szkół. Z kolei władze chcą, aby mieszkańcy w promieniu od około 8 km do 10 km wokół wulkanu kierowali się do centrów ewakuacyjnych, ostrzegając, że niebawem może nastąpić jeszcze potężniejsza erupcja. Ale niektórzy niechętnie opuszczają swoje domy i nie chcą pozostawić zwierząt bez opieki.

„Ci, którzy znajdują się w promieniu 8-10 km, muszą naprawdę poszukać schronienia dla swojego bezpieczeństwa” – powiedział dziennikarzom prezydent Widodo. Poprosił także służby ratunkowe, wojsko i urzędników o pomoc ewakuowanym i turystom w powrotach do domu. „Nie może być żadnych ofiar trafionych przez erupcję” – kończy Widodo.

Według stanu na wtorek wymuszone przez wulkan zamknięcie lotniska na Bali kosztowało branżę turystyczną na wyspie ok. 260 mld rupii (ponad 19 mln dolarów) – wynika z obliczeń Indonezyjskiego Stowarzyszenia Biur Podróży. Wyspę Bali w 2016 roku odwiedziło 5 mln osób.

29.11.2017 08:28