Indonezyjscy urzędnicy zamknęli międzynarodowe lotnisko na Bali drugi dzień z rzędu, gdyż wulkan Agung wciąż wyrzuca popiół wysoko do atmosfery – donosi BBC.

Mieszkańcy wakacyjnej wyspy mogą podziwiać cienkie smugi ciemnego popiołu sięgające nawet 3 kilometry nad kraterem wulkanu, który po raz pierwszy wybuchł w zeszłym tygodniu. W związku z wysoką aktywnością góry Agung urzędnicy podnieśli stopień alertu na najwyższy, czwarty poziom, obawiając się rychłej erupcji. Około 100 tys. osobom nakazano natychmiastowe opuszczenie okolicy.

Popioły wulkaniczne są bardzo niebezpieczne ze względu na fakt, że odkładają się i uszkadzają silniki lotnicze, spowodować awarię oraz zatykać układy paliwowe i chłodzące. Z kolei piloci mogą mieć ograniczoną widzialność.

Sutopo Purwo Nugroho, rzecznik indonezyjskiej narodowej agencji ds. klęsk żywiołowych, powiedział, że popiół ciągnie się na południowy zachód – w kierunku głównego lotniska w Bali – przez tropikalny cyklon na Oceanie Indyjskim. Port lotniczy na sąsiedniej wyspie Lombok został we wtorek ponownie otwarty – dodał. Władze zorganizowały również autobusy do zbierania turystów do terminali promowych.

Wulkan znajduje się około 70 km od popularnych atrakcji turystycznych w Kuta i Seminyak.
Agencja ds. katastrof poinformowała w odrębnym oświadczeniu (w języku indonezyjskim), że od wtorkowego ranka wulkan wciąż emituje grube chmury popiołu, a „łuna z jarzącej lawy” była doskonale widoczna nad kraterem w nocy z poniedziałku na wtorek.
Prócz popiołu poważne niebezpieczeństwo stwarzają również potoki wody zmieszane ze skałami, znane jako lahary, które spływają z góry. Urzędnicy ostrzegają mieszkańców, by trzymali się od nich z daleka.

Władze zmusiły w poniedziałek do natychmiastowej ewakuacji wszystkich, którzy zamieszkiwali w promieniu 8-10 kilometrów od wulkanu. Sutopo powiedział, że urzędnicy mają trudności z oszacowaniem dokładnej liczby ewakuowanych osób ze względu na różne dane dotyczące populacji, ale uważają, że od 90 000 do 100 000 osób musiało opuścić swoje domy. Jak dotąd tylko 29 tys. z nich zdecydowało się zamieszkać w tymczasowych schroniskach, inni postanowili przenieść się na inne wyspy, m.in. Lombok.
Nie wszyscy jednak chętnie chcą pozostawiać swoje domy, m.in. w obawie przed grabieżami. Władze ostrzegają, że mogą siłą ewakuować ludzi, jeśli wkrótce nie przeprowadzą się do schronisk.

28.11.2017 07:11