Jeden z najbardziej niszczących sezonów huraganowych na Atlantyku w historii właśnie dobiega do końca. Po historycznych powodziach w południowo-wschodnim Teksasie związanych z Harvey’em, sporych zniszczeniach na Florida Keys przez Irmę i katastrofalnych spustoszeniach w Portoryko skutki tegorocznego dramatycznego sezonu będzie odczuwalny przez lata – donosi AccuWeather.com.
Wśród pięciu najsilniejszych w historii
Choć do końca sezonu, czyli 30 listopada, pozostały jeszcze nieco ponad dwa tygodnie, ten tropikalny okres zapisuje się jako najbardziej intensywny na Atlantyku od 2012 roku. Od 1 czerwca do dziś powstało 17 nazwanych cyklonów tropikalnych. Chociaż nie był to rekordowy sezon pod względem liczby burz, prawdopodobnie zostanie zapamiętany jako jeden z najpotężniejszych w historii Stanów Zjednoczonych.
Intensywność sezonu huraganowego jest oceniana dzięki Skumulowanej Energii Cyklonu (ACE), która mierzy siłę i czas trwania tropikalnych burz i huraganów.
O ponadprzeciętnym sezonie mówimy wówczas, gdy indeks ACE osiąga co najmniej 111 jednostek, a słabszy, gdy obniża się poniżej 66. Jak informuje Colorado State University, obecna wartość ACE dla Basenu Atlantyku wynosi 226 jednostek, co znacznie przewyższa normę. Pod względem Skumulowanej Energii Cyklonu tegoroczny sezon plasuje się wśród pięciu najbardziej aktywnych historii (większe ACE było tylko 1893, 1926, 1933 i 2005) – pisze National Hurricane Center.
Dlaczego sezon był taki aktywny?
Odnotowano kilka czynników, które przyczyniły się do tak aktywnego sezonu huraganowego, w tym m.in. spadek prędkości wiatru czy obecność cieplejszych wód w równikowej strefie Pacyfiku – stwierdził Dan Kottlowski, ekspert od huraganów.
Kluczowe okazało się przejście z neutralnej fazy ENSO na początku sezonu do słabej La Nina w dalszej części – wyjaśnił Kottlowski. Oznaczało to, że silne pionowe uskoki wiatru znacznie osłabły w drugiej połowie sierpnia i września w obszarach, gdzie kształtują się burze tropikalne, czyli na Morzu Karaibskim oraz południowo-zachodniej części Oceanu Atlantyckiego. Pionowe ścinanie wiatru, czyli zmiana prędkości i kierunku wiatru wraz z wysokością może ograniczyć rozwój systemów tropikalnych – zauważa ekspert. Gdy pojawia się uskok wiatru, wtedy utrudnia burzy jej dalszy rozwój i system się rozpada. To proces podobny do bączka, który wprawiony w ruch będzie obracał się bez problemu. Jednak kiedy zostanie pochylony, wtedy staje się powolny aż w końcu zatrzymuje.
„Doświadczaliśmy wyższych niż normalne temperatur powierzchni morza w basenie Oceanu Atlantyckiego, więc połączenie słabszego ścinania i ciepłej wody z pewnością pomogło w rozwoju burz” – podsumowuje Kottlowski.
Fale tropikalne
Kolejny czynnik, na który Kottlowski zwrócił uwagę to tropikalne fale poruszające się od wybrzeży Afryki. W tym roku zaobserwowano około 58 takich fal, czyli tyle, ile wynosi norma. Jednak Kottlowski zauważył, że częstotliwość tych fal wzrosła od połowy sierpnia do września, kiedy warunki są optymalne dla rozwoju systemów tropikalnych. „Im więcej masz fal tropikalnych, tym szansa na rozwój burz jest większa” – zaznacza.
Rzadkie zdarzenia
Z 17 nazwanych burz aż dziesięć stało się huraganami. Sześć z nich osiągnęło status głównych huraganów, a sześć burz oddziaływało na kontynentalną część Stanów Zjednoczonych. W tym sezonie pojawiło się niezwykle rzadkie zdarzenie, kiedy dwa huragany czwartej kategorii – Harvey i Irma – uderzyły w USA w ciągu miesiąca. Harvey dotarł do Teksasu 25 sierpnia, a Irma nawiedziła Florida Keys 10 września. To także pierwszy raz, kiedy dwie burze kategorii czwartej uderzyły w kontynentalną część Stanów Zjednoczonych w tym samym atlantyckim sezonie huraganowym, przynajmniej od początków ery pomiarów satelitarnych, która sięga lat 60. ubiegłego wieku.

16.11.2017 18:30