Wpływ destrukcyjnej siły huraganu Irma również odznaczył się nie tylko w najbardziej zaludnionych regionach Florydy, ale również na najbardziej odległych i nietkniętych zakątkach rezerwatu przyrody Everglades. Pierwsze doniesienia naukowców nie pozostawiają wątpliwości, że ekosystemy doświadczyły poważnych szkód i potrzeba czasu, aby je odzyskać.

Huragan Irma uderzył przed tygodniem w wilgotne, mgliste bagna, które pokrywają większość Florydy na południe od jeziora Okeechobee i na zachód od Miami. Ale badanie z powietrza przeprowadzone przez ekologa Steve’a Davisa pokazało ogromne zniszczenie plantacji glonów na Florida Bay. Dalej na wybrzeżu lasy namorzynowe zostały zupełnie pozbawione liści i zaczęły przypominać cmentarze.

„Wielkie stosy pływających wodorostów w zachodniej części Zatoki Florydy, pojawiają się wszędzie tam, gdzie tylko oko jest w stanie zobaczyć” – mówi Davis. „Wszędzie czuć zapach siarczku wodoru, zapach rozpadu” – dodaje.
„To bardzo niepokojące, ponieważ niektóre tereny wcześniej wykazywały oznaki ożywienia po lecie 2015 r., kiedy lasy namorzynowe również zostały dotknięcie przegrzaniem wód oceanu. Teraz bagna została ponownie zaatakowane” – zauważa Davis.

Dalej na północno-zachodnim wybrzeżu Cape Sable jest widoczna plaża ze stosami martwych glonów porozrzucanych po całym terenie. Irma wysłała fale o wysokości 1,2-1,8 metra, które uderzyły w wybrzeże i tym samym to one są odpowiedzialne za śmierć tych organizmów.

W linii brzegowej w pobliżu ujścia rzeki Shark Davis zauważył, że lasy mangrowe w Everglades pozostały w większości nietknięte, chociaż wiele wysokich drzew jest zupełnie pozbawionych liści.

18.09.2017 02:26