Kuba, wyspa położona w zachodniej części Zatoki Meksykańskiej, wciąż próbuje zapanować nad chaosem, do jakiego doszło z powodu przejścia superhuraganu Irma – donosi BBC.

„To nie zdarzyło się nawet w czasie tak zwanej burzy stulecia w 1993 roku” – powiedziała Yaritza Mendoz, brodząc w wodzie sięgającej po kolana. „Nigdy wcześniej nie widziałam, aby powódź dotarła do Linea” – dodał.
Dla tych, którzy nie znają pięknej hawańskiej dzielnicy Vedado, nazwa ulicy „Linea” może nie znaczyć wiele, ale dla mieszkańców kubańskiej stolicy to jeden z głównych punktów odniesienia.

Przez wiele dni większość tego najbardziej cenionego regionu znalazło się pod wodą. To potężny huragan Irma przyniósł wodę i gruz powstały po rozbiciu nadmorskich wałów w Malecon – nadbrzeżnego bulwaru w Hawanie. Woda zalała m.in. apartamenty, wiele posiadłości zostało zrujnowanych, co stwarzało zagrożenie dla życia zwłaszcza wśród osób prowadzących małe firmy w swoich domach.

Ulice Vedado na krótko zmieniły się w rwące rzeki, a służby ratunkowe pływające łodziami pukali od domu do domu i udzielali pomocy osobom starszym oraz potrzebującym. W tej sytuacji Yaritza, która mieszka na dziesiątym piętrze budynk w Linea, uważa się za szczęśliwą. „Dzięki Bogu nie słyszałam o nikim, kto by zmarł, ale mamy bardzo duże straty materialne” – podkreśla kobieta, dodając, że jej dzieci brodziły w wodzie w bosych nogach lub klapkach. Niestety, chwilę później podjeżdża specjalna ekipa, by odzyskać ciało 89-letniego Nievesa Martineza, które unosi się na wodzie w pobliżu jej domu. Niestety, był to sygnał jeszcze tragiczniejszych wieści, które podały państwowe służby – wskutek przejścia huraganu Irma na Kubie zginęło dziesięć osób.

Gdzie indziej w mieście, w znacznie biedniejszej dzielnicy Centro Habana, Yolendis Castillo i Maria del Carmen Arregoitia – oboje w wielu 27 lat – zmarli, gdy balkon znajdujący się na czwartym piętrze zawalił się na autobus, którym podróżowali.

W czasie, gdy wielu mieszkańców próbuje udźwignąć się po traumie spowodowanym przez huragan, Hawana od kilku dni pogrążona jest w niemal egipskich ciemnościach. Władze obawiają się, że przywracanie dostaw prądu potrwa kilka tygodni.

Władze donoszą, że skala zniszczeń w Hawanie nie jest jeszcze tak przerażająca. O wiele gorzej jest na wschód od stolicy, które znalazły się w oku potężnej burzy – z powierzchni ziemi zniknęła m.in. rybacka wioska Caibarien czy Cayo Coco. Media państwowe pokazały chwilę, jak zapada się dach międzynarodowego portu lotniczego w Cayo Coco.

Przerażające momenty przeżyli nie tylko sami mieszkańcy Kuby, ale również turyści, którzy przybyli na rajską wyspę na wakacje. Znalazła się wśród nich Brytyjka Gill Wilkinson z Nottinghamshire. „To było naprawdę przerażające” – mówi Gill, dodając: „Naprawdę powinni nas ewakuować wcześniej. Widzieliśmy, jak Kanadyjczycy wyjeżdżają, Argentyńczycy odjeżdżają; wszyscy siedzieliśmy w tym hotelu i nikt nam nie mówił” – podkreśliła. Hotel znajduje się w Varadero, ośrodku znacznie bliżej Hawany. „Kubańczycy byli jedynymi osobami, którzy się nami zaopiekowali” – powiedział Angelique Wood, kolejny turysta z Derby. Tymczasem brytyjski sekretarz spraw zagranicznych Boris Johnson odrzuca krytykę, jakoby reakcja rządu brytyjskiego na kryzys na Karaibach była zbyt powolna lub nieudolna.

Tysiące mieszkańców, którym burza zabrała cały dotychczasowy dobytek, zastanawia się nad swoim losem w najbliższym czasie. Odbudowa kluczowej infrastruktury wymaga czasu i pieniędzy, których w tym biednym kraju brakowało jeszcze przed uderzeniem huraganu. Prezydent Raul Castro pochwalił obywateli za ich prawidłową reakcję na tę katastrofę i obiecał odbudowę po zniszczeniach.
„W tych trudnych okolicznościach największe znaczenie ma jedność Kubańczyków, solidarność sąsiadów i posłuszeństwo przed instrukcjami Narodowej Obrony Cywilnej i Rady Obronnej na wszystkich szczeblach” – napisał w liście do narodu.

„Musimy mieć wiarę, że Bóg nam pomoże” – kończą mieszkańcy zdewastowanych przez Irmę regionów.

13.09.2017 09:29