Jako pierwsi pisaliśmy, że Irma stanie się huraganem najwyższej piątej kategorii, ale to nie koniec. Wszystko wskazuje na to, że zbierze również śmiertelne żniwo, być może porównywalne do huraganu Hayian, który nawiedził Filipiny w listopadzie 2013 r.

Irma we wtorek o poranku czasu lokalnego stała się superhuraganem, czyli burzą najwyższej, piątej kategorii. Pomiary NOAA wskazują, że o 15:00 UTC, czyli o godz. 17:00 czasu polskiego, średnia prędkość wiatru osiągała 300 kilometrów na godzinę. To oznacza, że Irma jest aktualnie ekstremalnie zabójczym zagrożeniem i brakuje mu zaledwie 15 km/h, by zrównać się z katastrofalnym supertajfunem Hayian sprzed czterech lat. W oku burzy, która to zwykle jest obszarem stosunkowo spokojnej pogody, ciśnienie spadło do 929 milibarów. Pod względem ciśnienia w centrum Hayian barometry pokazały zaledwie 895 hPa. Irma jest aktualnie piątą najpotężniejszą burzą tropikalną na wodach Atlantyku w historii.
Meteorolodzy alarmują jednak, że wiatr może być jeszcze silniejszy i być porównywalny z niszczącą siłą katastrofalnego tajfunu z 2013 r. Przemieszcza się bowiem w strefie bardzo ciepłych wód morskich osiągających 30 stopni, które stanowią paliwo do dalszego rozwoju cyklonu. Dodatkowo na drodze Irmy nie występuje wysoki uskok wiatru, który mógłby osłabić burzę.

„To może się okazać katastrofalny w skutkach żywioł” – powiedziała Marzena Rabczewska, synoptyk portalu Przyroda, Pogoda, Klimat. Większą wyspą, w jaką uderzy superhuragan Irma, będzie wschodnia i północna część Portoryko, Brytyjskie Wyspy Dziewicze. Na koszmarną burzę przygotowują się mieszkańcy San Jose. Prawdopodobnie nad miastem w w środę wieczorem będzie wiał wiatr o prędkości ponad 250 km/h. W czwartek rano Irma z taką samą siłą huraganu piątej kategorii muśnie północne i wschodnie regiony Dominikany i północne krańce Haiti. Prognozy średnioterminowe wskazują, że Irma jako huragan co najmniej czwartej kategorii w sobotę rano będzie już na Kubie, następnie skieruje się na północ i w niedzielę nawiedzi południową Florydę.

Niestety, droga tego potencjalnie katastrofalnego żywiołu przechodzi przez jedne z najbiedniejszych krajów świata, gdzie system wczesnego ostrzegania i reagowania na sytuacje kryzysowe jest marny. Najlepszym przykładem jest Haiti, w który huragan Matthew uderzył w zeszłym roku i przyniósł ponad 800 ofiar. Południowa część wyspy była zniszczona w 90 procentach.
Irma będzie różnić się od huraganu, który przyniósł w zeszłym tygodniu katastrofalne powodzie w Teksasie. W przeciwieństwie Harvey’a, Irma przemieszcza się stosunkowo szybko z prędkością ok. 20 km/h, dlatego opady nie powinny osiągnąć rekordowych wartości. Jednak będą wystarczające do wywoływania powodzi błyskawicznych i lawin błotnych. Bardziej niebezpieczny może okazać się wiatr o prędkości ok. 300 km/h. Taki huragan potrafi całkowicie zerwać dach z domów, budynków użytkowych i przemysłowych.

Tegoroczna aktywność huraganów na wodach Atlantyku jest wyższa niż zwykle. Już w środkowej części oceanu uformowała się kolejna nazwana burza tropikalna Jose, która będzie w ciągu najbliższych dni przemieszczać się na zachód, wciąż nad otwartymi wodami i stanie się huraganem. Aktualnie mamy do czynienia ze szczytem sezonu huraganowego w ciągu roku z powodu wysokich temperatur wód w strefie podzwrotnikowej, ale wpływ na aktywność całego sezonu może mieć również anomalia La Nina. Przypominamy, że sezon huraganowy na Atlantyku trwa do 30 listopada i jak ostrzegają synoptycy przed nami jeszcze kilka potencjalnie niebezpiecznych systemów tropikalnych.

05.09.2017 18:33