Aż trudno w to uwierzyć, ale za nieco ponad dwa tygodnie miną wakacje, rozpoczyna się nowy rok szkolny, a tym samym nastanie meteorologiczna jesień. Czy to oznacza także koniec gorącej, letniej pogody?

Wrzesień jest miesiącem przejściowym między latem a jesienią. Już w tym miesiącu zdarzały się poważniejsze przymrozki, nawet do -6 stopni, padał również śnieg na nizinach, ale również mieliśmy do czynienia z aurą iście letnią, jaka mogłaby zawstydzić chociażby tegoroczny fatalny lipiec. Dwa lata temu jeszcze w pierwszej połowie września bardzo często podziwialiśmy, jak słupki rtęci przekraczają 30 stopni przy bardzo dużej ilości słońca, choć później fale gorąca kończyły się dość groźnymi burzami.

Najniższe temperatury, łącznie z pierwszymi opadami śniegu, wystąpiły w trzeciej dekadzie września, co jednak nikogo nie powinno dziwić. Dokładnie 40 lat temu, 28 września w Zamościu odnotowano aż -6 stopni. Do Polski spływało wówczas bardzo zimne powietrze arktyczne znad Rosji – umożliwił to bardzo rozległy, potężny wyż znad Skandynawii, który przynosił tam nietypowo wysokie temperatury, a my już na samym początku astronomicznej jesieni poczuliśmy wręcz powiew zimy.
Myli się również ten, kto myśli, że we wrześniu nie może padać śnieg. Pierwsze opady białego puchu pojawiły się w naszym kraju nocą z 24/25 września 1908 roku. Wówczas doszło do rozbudowy olbrzymiego wału wyżowego ciągnącego się od północnej Rosji przez Skandynawię, Wyspy Brytyjskie aż po Atlantyk. Zimne powietrze wlało się wówczas prosto do Polski i temperatury były tak niskie, że odnotowywano opady śniegu. Nie był to wcale taki pojedynczy przypadek. W 1977 roku, w trakcie rekordu zimna, 27 września opady śniegu odnotowywano na krańcach wschodnich. Z kolei w XIX wieku opady śniegu pojawiały się już w połowie miesiąca!

Wrzesień jednak zdecydowanie bardziej niż z zimą kojarzy się z latem i w rzeczywistości szansę na upał w tym miesiącu są kilkakrotnie większe niż śnieg. Generalnie przekroczenia 30 stopni we wrześniu zdarzają się w pierwszej połowie miesiąca, w drugiej należą do rzadkości. Dokładnie dwa lata temu, w pierwszy dzień września, na dużym obszarze Polski było ponad 35 stopni (w Tarnowie 37 stopni). Ale jeszcze 18 września 1975 w Pile odnotowywano 34,7 stopnia. Tak wysoką temperaturę zawdzięczaliśmy potężnemu głębokiemu niżowi, który zaciągnął gorące zwrotnikowe masy powietrza znad Sahary aż nad kraje Europy Środkowej. O tym, z jak bardzo ciepłym i suchym powietrzem mieliśmy do czynienia świadczy chociażby fakt, że na wys. 850 hPa temperatura o 00:00 UTC wynosiła nawet 25 stopni, a wilgotność powietrza w górach spadła poniżej 10 proc.

Zatem wrzesień wcale nie oznacza końca marzenia o lecie! I miejmy nadzieję, że w tym roku będzie taki, jak chociażby w 2006 czy 2015 r. – pełen słońca i ciepły, mimo, że prognozy niekoniecznie są aż tak optymistyczne.

16.08.2017 12:39