Fot. PAP/EPA

Pięć osób nie żyje, ponad pięćdziesiąt zostało rannych, 12,5 tys. hektarów zniszczonego lasu, 120 zniszczonych budynków – to najnowszy bilans katastrofalnych nawałnic, jakie przeszły w nocy przez woj. pomorskie. Wciąż dziesiątki tysięcy odbiorców nie i na razie pozostanie bez prądu.
„To katastrofa”
„To, co się stało w naszym województwie, to katastrofa” – powiedział na konferencji prasowej komendant pomorskich strażaków st. bryg. Tomasz Komoszyński. „Praktycznie nie został oszczędzony żaden powiat na Pomorzu. Pracy jest bardzo dużo i nie jest możliwe usunięcie wszystkich szkód do końca dnia. Interwencji z pewnością będzie w sumie kilka tysięcy.
Komoszyński przypomniał, że największe spustoszenia wichura towarzysząca burzy wyrządziła w powiecie chojnickim. To tam zginęło pięć osób; ofiarami nawałnicy są dwie dziewczynki – uczestniczki obozu harcerskiego w miejscowości Suszek, który w ciągu kilku minut został zmieciony z powierzchni ziemi. „Nasze działania w pierwszej kolejności koncentrowały się właśnie na tym obozie” – dodał, wyjaśniając, że strażacy mieli problemy z dotarciem do miejsca tragedii z powodu powalonych drzew na drogi. Komendant podkreślił, że straż próbowała dostać się do obozu z trzech stron, ale „wszystkie drogi były zasypane powalonymi drzewami”. „Niestety, części sprzętu musieliśmy przemieścić tam ręcznie, bez użycia ciężkiego sprzętu. Udało się tam dotrzeć, udało się udrożnić jedną z dróg i przeprowadziliśmy ewakuację wszystkich uczestników obozu” – poinformował Komoszyński.
Jak po wojnie
Obóz harcerski w Suszu wyglądał jak pobojowisko. Niestety, w trakcie nawałnicy zginęły dwie dziewczynki z woj. łódzkiego, mające po 13 i 14 lat. Wiatr powalił drzewa na ich namiotu. Kolejne 27 osób przebywających na obozie w Suszkach odniosło obrażenia, na ogół niewielkie. Wszystkim poszkodowanym udzielono pomocy w szpitalach; niektórzy mają lekkie obrażenia wewnętrzne lub złamania. Część została zwolniona do domu. Dwie osoby są w poważniejszym stanie, na szczęście ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Tymczasem dzieci, które nie ucierpiały w trakcie nawałnicy, udają się autokarami z Nowej Cerkwi do Łodzi. „Stworzyliśmy miasteczko namiotowe w najbliższej miejscowości, do którego najpierw przewieźliśmy wszystkich uczestników. Potem tam odbywała się szczegółowa segregacja poszkodowanych i zostały one odwiezione do kilku szpitali na terenie województwa” – powiedział Komoszyński.
Na miejscu prokurator
Na terenie obozu pracuje już grupa dochodzeniowo-śledcza z prokuratorem. „Na miejscu zabezpieczono ślady, były też przeprowadzone oględziny terenu, jak i zwłok” – powiedział Maciej Stęplewski z z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. Rolą śledczych jest zbadanie, czy organizatorzy obozu harcerskiego nie dopuścili się zaniedbań i wszystko odbywało się zgodnie z prawem. . Śledczy mają też badać, „jak doszło do tego, że tyle osób zostało rannych, a nade wszystko, dlaczego zginęły dwie osoby”.
Policja zorganizowała również pomoc psychologiczną dla dzieci z obozu w Suszku.
Chaos w całym województwie
Wczorajszą nawałnicę mieszkańcy utożsamiają z trąbą powietrzną. „Było słychać tylko huk, nic nie było widać. Wszystkie drzewa dotykały ziemi” – powiedziała mieszkanka powiatu człuchowskiego, przez który przeszła nawałnica. „W całym województwie rannych zostało jeszcze 20 osób – niektóre zostały poszkodowane w trakcie usuwania skutków nawałnicy. Obrażenia odniosło m.in. dwoje strażaków z ochotniczej straży pożarnej” – powiedział Komoszyński.
Straty są bardzo duże. Niektóre gminy są zupełnie odcięte od świata przez powalone na drogi drzewa. „Mamy informacje o ponad 120 uszkodzony dachach na budynkach, zerwanych jest też około 60 linii energetycznych, uszkodzonych zostało kilkanaście dróg. Ze względu na to, że drzewa wyrywane były z korzeniami, powodowały w ten sposób uszkodzenie nawierzchni dróg” – mówił też Komoszyński. „Część Borów Tucholskich właściwie przestała istnieć” – powiedział również wyjaśniając, że w niektórych miejscach „po drzewach pozostały tylko kikuty”. Dodał, że w jego ocenie padło przynajmniej kilkadziesiąt hektarów lasów.
Zanieczyszczona woda
Wojewoda pomorski Dariusz Drelich powiedział, że na terenach dotkniętych nawałnicami zostaną pobrane próbki badań wody. Niewykluczone bowiem, że mogło dojść do zanieczyszczeń ujęć i źródeł wody.
„Naszym głównym priorytetem jest w tej chwili zabezpieczenie zerwanych dachów i przykrycie ich plandekami. Tych jednak w naszych magazynach brakuje; nie spodziewaliśmy się takiego rozmiaru zniszczeń” – powiedział Drelich, dodając, że bardzo wysokie koszty będą związane z remontami dróg, bo one zostały pewnie w dużej części uszkodzone.
Apel o odwołanie zabaw
Wojewoda pomorski zwrócił się również z apelem do organizatorów imprez na Pomorzu, bby wzięli pod uwagę, do jakiej doszło tragedii. „Mój apel, żeby wykazać solidarność, żeby mieszkańcy Pomorza zrobili to, co mogą zrobić, czyli przynajmniej dzisiaj nie urządzać jakieś uroczystości, zabaw, bo to jest bardzo smutny moment na Wybrzeżu” – powiedział wojewoda składając też kondolencje rodzinom ofiar.
Drelich dodał też, że w ramach działań prewencyjnych służby wojewody mają przyjrzeć się miejscom, gdzie wypoczywają dzieci. „Już podjęliśmy taką akcję, żeby sprawdzić wszystkie miejsca wypoczynku. Jak wiemy województwo pomorskie jest w okresie sezonu: przyjeżdżają setki tysięcy turystów. Musimy im zapewnić bezpieczeństwo” – powiedział.
Kolejne trzy ofiary
Poza dwoma harcerkami, które zginęły w Suszku, wśród ofiar nawałnicy znaleźli się 48-latek, który został przygnieciony przez drzewo w miejscowości Zapora, 29-letni mieszkaniec Warszawy, który nocował w miejscowości Swornegacie w namiocie przygniecionym przez wiatrołom oraz 56-letnia kobieta – mieszkanka Zielonej Huty przygnieciona przez komin, który zawalił się wraz z częścią domu zburzoną przez padające drzewo.

12.08.2017 18:11