Chociaż pracujemy nad redukcją emisji gazów cieplarnianych, by ograniczyć negatywne skutki zmian klimatycznych, niektórzy naukowcy twierdzą, że również pomóc naszej planecie przez bezpośrednią ingerencję w atmosferę. Metoda znana jako geoinżynieria to technologiczne haki klimatyczne, które mogłyby być biletem do aktywnego chłodzenia Ziemi, ale są nieprzetestowane i potencjalnie niebezpieczne, przez co od dziesięcioleci pozostaje kontrowersyjna. A mimo to naukowcy ciągle o niej mówią – donosi Science Alert.
Niezwykły koktajl
Międzynarodowy zespół naukowców podał, w jaki sposób możemy ustabilizować globalne temperatury, używając „koktajlu” narzędzi geoinżynieryjnych przeznaczonych do odbicia promieniowania słonecznego od planety. Eksperci wyjaśnili, co by się stało, gdybyśmy wykorzystywali cząsteczki siarczanu do rozproszenia promieni słonecznych w atmosferze i równocześnie rozrzedzali chmury odbijające światło słoneczne w celu zmniejszenia ocieplenia.
„O ile wiem, jest to pierwsze badanie mające na celu modelowanie przy użyciu dwóch różnych podejść geoinżynieryjnych jednocześnie, aby usprawnić ogólny dobór technologii” – mówi jeden z członków zespołów, Ken Caldeira z Carnegie Institution, USA.
Symulacje wykazały, że ten koktajl może obniżyć temperaturę do poziomu sprzed epoki przemysłowej bez gwałtownego wzrostu opadów deszczu. Istnieją jednak zastrzeżenia – zespół pracował przy założeniu, że metody działają zgodnie z przewidywaniami, bez nieoczekiwanego dramatu.
„Dokładne zbadanie tych potencjalnych skutków ubocznych jest poza naszym zakresem” – piszą naukowcy w badaniu.
Zasiew chmur
W ostatnim czasie eksperci rozmawiali o geoinżynierii słonecznej. W rzeczywistości jedna ze strategii proponowanych dla tego „koktajlu” została omówiona dopiero w zeszłym tygodniu w Science.
Ulrike Lohmann i Blaž Gasparini z Szwajcarskiego Instytutu Atmosfery i Klimatu wyjaśniły, jak dokładnie możemy rozrzedzić rozmyte zawieszone wysoko w atmosferze chmury cirrus, które co prawda nie odzwierciedlają dużo promieniowania słonecznego, ale są w stanie złapać sporo ciepła.
Naukowcy proponują „zasiew” tych chmur – umieszczając duże cząstki takie jak pustynny kurz pyłki, które zasadniczo pomagają rozbić formacje cirrus, rozrzedzając je i zmniejszając ich potencjał wychwytywania ciepła.
W najgorszym przypadku wstrzykiwanie siarki
Tymczasem Ulrike Niemeier z Instytutu Maxa Plancka w Niemczech i Simone Tilmes z amerykańskiego Narodowego Centrum Badań Atmosferycznych sugerowali, że jeśli dojdziemy do punktu, w którym konieczne są drastyczne interwencje, by zapobiec najgorszym skutkom zmian klimatu, moglibyśmy naśladować erupcję wulkaniczną w celu ochłodzenia klimatu.
Ta technika polega na ciągłym wstrzykiwaniu siarki do stratosfery, która tworzy gęste chmury lepiej zdolne do odbijania promieniowania słonecznego. Potrzebowaliśmy jednak siarki. Zespół oblicza, że roczny koszt dostarczenia siarki do stratosfery wyniósłby około 20 miliardów dolarów rocznie, a dziennie odbyłoby się ok. 6700 takich lotów.
Rozjaśnienie chmur morskich
To jednak nie wszystko. Na początku bieżącego miesiąca zespół z University of Washington zaproponował testy do „rozjaśniania chmur morskich”. Wymagałoby to rozpylania wody morskiej na niebie nad obszarem przybrzeżnym Oceanu Spokojnego, by produkować duże, trwałe, jasne białe chmury, doskonale odbijające światło słońca z powierzchni planety.
Choć wszystko brzmi całkiem dobrze, ale jeśli się zagłębimy, okazuje się, że taki test może również odpowiedzieć na niezwykle ważne pytanie, które niepokoiło klimatologów.
Jeśli chodzi o modelowanie zmian klimatu, chmury są słabo zbadane i jednocześnie istnieje wiele niepewności co do tego, jak aerozole wytwarzane przez ludzi wpływają na nie. „Aby przezwyciężyć te wyzwania, warto zbadać wpływ aerozoli na chmury w sytuacjach, w których zmiany meteorologiczne i źródłowe nie wprowadzają zamieszania” – pisali naukowcy Uniwersytetu Waszyngtońskiego.
Kontrolując każdy aspekt cząstek wtryskiwanych do morskich chmur, nie tylko moglibyśmy je rozjaśnić i odbijać światło słoneczne, ale także przeprowadzić „eksperyment kontrolowany”. Zespół proponuje, że może być bezprecedensowym źródłem danych dla modeli klimatycznych.
„Testowanie rozjaśnienia chmur morskich miałoby faktycznie kilka ważnych zalet dla rozwiązania obu pytań” – mówi główny badacz Rob Wood.
Wysokie ryzyko
Jeśli jednak chodzi o atmosferę naszej planety, naukowcy dyskutujący o tych technikach ostrzegają, że wciąż nie wiemy wielu rzeczy, np. na temat potencjalnych skutków takiego dramatycznego działania. Dlatego wszystkie te propozycje są bardzo kontrowersyjne. Jeśli coś nie powiedzie się w żadnej z metod, możemy tylko doprowadzić do pogorszyć sytuacji. A geoinżynieria nie robi nic, aby złagodzić obecny problem emisji gazów cieplarnianych.
„Interwencja klimatyczna powinna być postrzegana jedynie jako dodatek, a nie jako substytut dla działań ograniczających emisję gazów cieplarnianych i wysiłków z zakresie dekarbonizacj” – napisali autorzy Niemeier i Tilmes. Naukowcy zadają jednak pytania: czy jesteśmy na tyle odważni, aby podjąć taką interwencję?

26.07.2017 16:22