Większość prowincji w północnych Chinach zmaga się z falą upałów, która zmusiła władze do wydania „żółtego alertu” – najniższego z czteropoziomowego systemu ostrzegania – donosi Al Jazeera.

Temperatury powyżej 35 stopni odnotowano już w czwartek, a wyjątkowo gorąca pogoda obejmowała Pekin, Tianjin, a także części Hebei, Mongolii Wewnętrznej, Jilin, Liaoning i Shandong. Meteorolodzy oczekują, że zimny front przetoczy się z zachodu już w weekend – w stolicy do końca weekendu słupki rtęci mają wciąż oscylować w granicach 30 stopni. W poniedziałek temperatury będą jeszcze niższe i w ciągu dnia maksymalnie pokażą 20 ° C. Do spadku temperatury dołączą obfite opady do około 15 mm deszczu. Jest to równowartość dwóch tygodni deszczu dla typowego maja.

Tymczasem gorąca, bezwietrzna pogoda doprowadziła również do większego wzrostu zanieczyszczeń. Znaczna część jakości powietrza północnej Chin jest obecnie klasyfikowana jako „niezdrowa” lub „bardzo niezdrowa”. W niektórych obszarach, w tym w Pekinie, powietrze może stać się „niebezpieczne”, zanim świeże, czyste powietrze z zimnego frontu przyniesie chwilowy odpoczynek.

Badanie z 2015 dotyczące fali upałów w Chinach wykazało, że liczba zgonów spowodowanych ekstremalnie wysokimi temperaturami wzrosła 20-krotnie między ostatnią dekadą XX wieku a pierwszą dekadą tego.

Co ciekawe, w tym samym okresie spadła liczba zgonów z powodu burz, powodzi i suszy. Eksperci podkreślają, że duża rolę w częstym występowaniu fal upałów odgrywa postępująca urbanizacja. Wynika to z faktu, że w trakcie ich trwania noce w Chinach stały się cieplejsze. Jest to efekt tzw. „miejskiej wyspy ciepła”, w wyniku którego ciepło w ciągu dnia jest pochłaniane przed budynki i drogi, a ponownie emitowane po zachodzie słońca.

19.05.2017 21:32