Nowozelandczycy zaczęli sprzątać po najpotężniejszej od lat burzy, która siała spustoszenia w całym kraju. Na szczęście nie odnotowano ofiar śmiertelnych – informuje BBC.

Cyklon Cook spowodował przerwy w dostawie prądu, osunięcia ziemi, powyrywał drzewa z korzeniami i zmusił władze do zamknięcia dróg. Przed uderzeniem burzy, wielu mieszkańców uciekło z domów, gdy władze ogłosiły stan wyjątkowy w części Wyspy Północnej. Choć cyklon ominął niektóre regiony kraju, tysiące domów wciąż nie ma prądu.

Chociaż cyklon ominął wiele krajów, tysiące domów nadal jest pozbawionych prądu. Jak informuje lokalny serwis pogodowy, deszcz wciąż pada, a wiele dróg na Wyspie Południowej Nowej Zelandii pozostaje pod wodą. Kilka rzek wystąpiło z brzegów, zalewając drogi m.in. w rejonie Christchurch.

Służba Obrony Cywilnej ostrzega, by mieszkańcy mimo odejścia burzy pozostali ostrożni, zwłaszcza w pobliżu zerwanych linii energetycznych. Cyklon narodził się w pobliżu Vanuatu w niedzielę, zanim ruszył w kierunku wysp Pacyfiku – m.in. Nowej Kaledonii, przynosząc ulewny deszcz i silny wiatr. Spowodował liczne przerwy w dostawie energii i zaopatrzenia w wodę. Gdy Cook przechodził przez Nową Kaledonię, zabił jedną osobę, a kilka innych odniosło obrażenia.

W czwartek cyklon Cook osiągnął Zatokę Obfitości. Władze interweniowały w zatoce Hawkes na wschodnim wybrzeżu, gdzie dwie osoby hospitalizowano po tym, jak drzewa zwaliło się na samochód – donosi New Zealand Herald. Prognozy mówiły, że będzie to największa burza najgorsza od 1968 roku, ale meteorolodzy poinformowali, że system burzowy był słabszy i przeszedł szybciej niż przewidywano.
Air New Zealand odwołało kilka lotów, gdy pogoda uległa pogorszeniu. Cyklon Cook przyszedł po powodziach spowodowanych resztkami cyklonu Debbie trafiając, który nawiedził w ubiegłym tygodniu niektóre obszary Nowej Zelandii. Cyklon Debbie nawiedził Australię pod koniec marca, zanim resztki trafiły do ​​Nowej Zelandii.

14.04.2017 09:25