Przez pięćdziesiąt siedem godzin mieszkańcy pewnej miejscowości w Kanadzie musieli stawić czoła wszelkiego rodzaju trudnym warunkom pogodowym, nie mówiąc już o epickiej zamieci.

Miasto Churchill, w prowincji Manitoba na wybrzeżu Zatoki Hudsona, doświadczyło zamieci, która trwała tak długo i była to najdłuższa burza śnieżna, jaka kiedykolwiek miała tam miejsce. Orkan – jak przyznają sami meteorolodzy – przyniósł wiatr do 120 km/h, a gdy było już po wszystkim małą wspólnotę zamieszkiwaną przez mniej niż tysiąc osób przykrył śnieg o wysokości 60 centymetrów.

W piątek późnym wieczorem władze Churchill ogłosiły stan wyjątkowy, a mieszkańcy rozpoczęli sprzątanie po epickiej nawałnicy. „To oczywiste, że zajmie długo czasu przywracanie naszej miejscowości do stanu normalności, ta burza ma wpływ na nasze życie, stąd taka decyzja” – czytamy w uzasadnieniu władz na Facebooku.

Aby zimowa śnieżyca została burzą śnieżną, musi spełnić określone warunki – wiatr o prędkości co najmniej 40 km/h, trwający co najmniej cztery godziny i zmniejszający widzialność do 400 m lub mniej. Olbrzymiej burzy mogą towarzyszyć wydłużone okresy zerowej widoczności.

Burza zupełnie sparaliżowała miasto – zamknięto wszystkie firmy i zawieszono usługi. CBC News donosi, że gigantyczna zaspa śnieżna uniemożliwiła dostanie się do miejskiej przychodni zdrowia, choć główny szpital, który dzieli budynek z kliniką, funkcjonował normalnie. „To było wyzwanie. Mieszkańcy zareagowali bardzo dobrze” – powiedział burmistrz Churchill, Mike Spence.

13.03.2017 08:13