Choć dziś niektóre stacje w Polsce odnotowały ponad 20 stopni mrozu, to do rekordów zimna nam naprawdę daleko. Na naszych ziemiach zdarzały się takie zimy, które przynosiły temperatury rzędu -40 stopni!

Wyjątkowo mroźne zimy w Polsce zdarzają się regularnie co kilka lat. Jednak jak do tej pory żadna nie była tak ciężka jak ta w 1940 roku. 11 stycznia w Siedlcach odnotowano temperaturę, która mrozi krew w żyłach – na stacji meteorologicznej odnotowano aż -41 stopni. Jednak niewykluczone, że na Polesiu miejscami mogło być jeszcze zimniej, nieoficjalne zapiski mówią o nawet -46 stopniach.
Za ekstremalną falę syberyjskich mrozów odpowiedzialny był gigantyczny wyż, którego centrum znalazło się nad krajami nadbałtyckimi, a nie jak aktualnie w pobliżu Francji. Antycyklon zaciągał powietrze ze wschodu, które wcześniej nie podążało nad żadnymi zbiornikami wodnymi. Masa powietrza, z którą mamy do czynienia np. płynęło nie tak dawno m.in. przez Bałtyk, stąd nieco się ogrzało i dlatego też nie odnotowujemy tak wielkich spadków temperatury jak 77 lat temu.

Także 11 lat wcześniej, w lutym 1929 roku nasze babki i prababki musiały stawić czoła wyjątkowo srogiej zimie. 11 lutego w Olkuszu i Żywcu temperatura spadła do -40,6 stopnia Celsjusza. Kroniki z tamtego okresu mówią, że „przez kilka dni na ulicach nie było żadnej żywej duszy. Zamarzła woda, ludzie nie mieli czego pić ani jeść, głodowali. Wielu nie miało czym palić, w mieszkaniach temperatura spadła poniżej zera”.

Siarczyste mrozy skuły Polskę również w 1963, która to zima została uznana „za jedną z najzimniejszych w XX wieku”. 28 lutego 1963 roku w Rzeszowie odnotowano -35,8 stopnia C. Zamknięto szkoły, kina, muzea. Zakłady produkcyjne albo były zamykane, albo ograniczały produkcję m.in. z powodu braku energii elektrycznej, paliw oraz ciepła. Wielu pracowników nie dotarło do pracy. Setki ludzi zamarzło. Najwięcej rekordów lokalnych padło jednak w 1987 roku. Wtedy bowiem najniższe obserwowane temperatury zaobserwowano m.in. w Kielcach (-33,9 st. C.) i w Krakowie (-29 st. C.).

W czasach dzisiejszych tak mroźne zimy zdarzają się rzadko, aczkolwiek fale mrozów występują regularnie raz na kilka/kilkanaście lat. Pamiętna fala bardzo niskich temperatur nawiedziła Polskę w styczniu 2006 roku. Nad Europą rozbudował się kolejny rozległy wyż, dzięki któremu ciśnienie w naszym kraju osiągnęło rekordowe wartości i przekroczyło 1050 hPa. Olbrzymi antycyklon rozciągający się od zachodniej Rosji po Bałtyk zapewniał nie tylko spływ mroźnej masy powietrza ze wschodu, lecz także bezchmurne niebo. To wszystko sprawiło, że noce 22/23 i 23/24 stycznia były wyjątkowo zimne: -32,1 st. C odnotowano w Sulejowie, -31,5 st. C w Toruniu oraz -31,4 st. C w Kozienicach i Zamościu. Z powodu mrozów pozamykano szkoły, stanęły pociągi i doszło do wielu dużych awarii ciepłowniczych – tysiące ludzi przez wiele dni było pozbawionych dostępu do ciepłej wody.

Tak więc może nie warto narzekać na mrozy, bo bywało gorzej, a w przyszłym tygodniu szykuje się duże ocieplenie, w czwartek i piątek pojawią się takie miasta w Polsce, gdzie temperatura przekroczy 5 stopni.

07.01.2017 18:24