Fot. PAP

Prognozy przewidują, że w ciągu nadchodzących 24 godzin wiatr w Polsce zacznie powoli słabnąć. Jutro skończy się również pierwszy poważny sztorm na Bałtyku, który spowodował poważne zniszczenia.

Wichury, które we wtorek i środę przetaczają się nad Polską, to rezultat ogromnej różnicy ciśnień, do jakiej doszło na stosunkowo niewielkim obszarze. Podczas gdy nad północno-zachodnią Ukrainą umiejscowił się ośrodek niżowy z ciśnieniem poniżej 1008 hPa, nad środkową Skandynawią od Morza Białego po Danię rozciąga potężny wał wysokiego ciśnienia. Nad naszym krajem różnica ciśnienia sięga 20 hektopaskali – wystarczy, by wiatr zwiększył swoją siłę na tyle, by wywoływać spustoszenia.

Prócz powyrywanych czy połamanych drzew oraz pozrywanych dachów, wiatr, który nad morzem osiągał prędkość 100 km/h, spowodował jeszcze poważniejsze spustoszenia. Z powodu sztormu ucierpiało sopockie molo. Zniszczeniu uległ dolny pomost, do którego przybijają statki Żeglugi Gdańskiej. Skala strat nie jest jednak znana, gdyż wysokie fale uniemożliwiają ich ocenienie. Molo zostało zamknięte zarówno dla turystów, jak i odwiedzających.

Mocno na wybrzeżu będzie wiało jeszcze w środę do wieczora, pojedyncze porywy mają osiągać 80 km/h. Jednak w głębi kraju wiatr już nie powinien być na tyle silny, by powodować większe problemy; na północy i zachodzie gdzieniegdzie porywy przekroczą jeszcze 60 km/h. Jutro na linii wybrzeża powieje jeszcze do 65 km/h, na Warmii, Podlasiu, Kujawach, w Wielkopolsce, Ziemi Lubuskiej i Dolnym Śląsku 50-55 km/h, ale w centrum, na wschodzie i w Małopolsce praktycznie już będzie słaby. W piątek wiatr już w całej Polsce będzie co najwyżej umiarkowany.

05.10.2016 18:30