Jak już pisaliśmy w poprzednich prognozach, znaczne spowolnienie prędkości głównego strumienia, który przepływa między Stanami Zjednoczonymi a Europie Środkową i Północną, sprzyja rozwojowi szerokich fal („fale Rossbiego”), które znad Ameryki Północnej będą popychane w kierunku północnego Atlantyku i Europy. Co to dla nas wszystko oznacza?
Skomplikowany proces
W praktyce oznacza to, że nastąpi brak znacznego „poziomego gradientu ciśnienia” między szerokościami Arktyki a sub-tropikalnej pasem, co utrzymuje przy życiu strefowy przepływ powietrza na całym północnym Atlantyku. W przypadku normalnej sytuacji wiatry zachodnie znad północnych stanów USA i Kanady pędzą z dużą prędkością na wschód, w kierunku Islandii, Europie Zachodniej i Skandynawii. Niewielki „gradient ciśnienia” pomoże osłabić płynący wysoko w troposferze prąd strumieniowy, który pochodzi znad kontynentu północnoamerykańskiego. Taki stan ułatwi jednocześnie formowanie dużych fal troposferycznych, dzięki którym skrzydło z subtropikalnymi masami powietrza dociera aż nad regiony Arktyczne, a po drugiej stronie następuje adwekcja dużych bloków zimnego powietrza, które zmierzają do umiarkowanych szerokości geograficznych. Tzw. „fale Rossbyego” osiągają długości od 1000 do 10000 km i mają tendencję do powolnego poruszania się z zachodu na wschód, prowadząc do wielu anomalii pogodowych w rożnych regionach na świecie.
Zimno na wschodnim wybrzeżu, ciepło w Europie i zimno za Uralem
W tej chwili najbardziej trwały blok wyżowy znajduje się między północno-wschodnim Pacyfiku i zachodnim wybrzeżem Ameryki Północnej. To prowadzi do adwekcji bardzo zimnego powietrza prosto znad Arktyki nad Środkowo-zachodnią, połnocno-wschodnią i częściowo wschodnią część USA. Nic więc dziwnego, że amerykańscy synoptycy spodziewają się znacznego ochłodzenia, a nawet opadów śniegu od Wielkich Jezior aż po wschodnie wybrzeże Atlantyku. Kolejna blokada znajduje się w okolicach Finlandii i połnocno-zachodniej Rosji. Dzięki niej poprzez Europę Zachodnią następuje adwekcja bardo ciepłego powietrza nad Skandynawię i dalej aż po rejony arktyczne. Na niedzielę dla norweskiego Tromsø leżącego za kołem podbiegunowym prognozuje się 14 stopni, a w nocy nie mniej niż 7 stopni. To o co najmniej 5-6 stopni cieplej niż wskazuje na to norma wieloletnia dla października.
Ten sam wyż sprzyja adwekcji zimnej masy powietrza nad Rosję, która na początku tygodnia popłynie nad Ukrainę i kraje nadbałtyckie. Z resztą ona – tyle, że już mocno przetransformowana – dociera aż do nas, dlatego zimno jest odczuwalne przede wszystkim nocami. Jutro w Moskwie w ciągu dnia ma być nie więcej niż 6 stopni, co oznacza, że będzie o 9 stopni chłodniej niż za kołem polarnym. Zimno jeszcze bardziej dotkliwie daje się we znaki na Syberii, gdzie już notujemy pierwsze spadki temperatur poniżej -25 stopni.
A co będzie dalej?
Zazwyczaj przewidywanie blokad antycyklonalnych w okresie zimowym jest niezwykle trudne, gdyż uzależnione to jest m.in. od aktywności słonecznej. Niektórzy twierdzą, że jeśli obserwuje się znaczne ocieplenie w stratosferze, to po dwóch tygodniach należy oczekiwać bardzo dużego ochłodzenia (ew. wiru polarnego) w którymś z miejsc na półkuli północnej, lecz dokładnie określenie miejsca wystąpienia tego arktycznego bąbla jest niezwykle trudne. Prognozy sezonowe, oparte m.in. o analizę aktywności słonecznej, wskazują, że aktualny cykl słoneczny pozostanie umiarkowany do wiosny. To zaś oznaczałoby, że tegoroczna zima w Europie miałaby być ciepła, zaś spore ataki chłodów nastąpią w połnocno-wschodniej części USA oraz Kanadzie.

04.10.2014 12.32